BORNHOLM z psem

Bornholm z psem.

PODRÓŻ

Wyjazd Sassnitz w Niemczech promem do Ronne Bornholm – czas 3 godziny.

Bilety kupione online kilka miesięcy przed urlopem zaplanowanym na wrzesień 2019. Cenowo samochód combi osobowy bez rowerów i bagażników na dachu plus dwie osobamy 700 zł w obie strony (pies za darmo).

Pies musi posiadać paszport z aktualnym wbitym odrobaczeniem, szczepieniem i wyjazdówką.  Przewoźnik promu z Sassnitz do Ronne nie wymaga kagańca, ale warto zabrać go na wszelki wypadek.  Na samym promie są strefy wyznaczone dla psów gdzie można przebywać z nim (kawiarnia plus sala z miejscami do siedzenia i „piaskownica” do sikania).  Ludzi podróżujących z psami sporo, ale można znaleźć sobie fajne miejsce gdzie nie wchodzą one sobie na głowę i odbyć podróż spokojnie.

Wjeżdżając na prom skanujemy tylko na bramkach kod kreskowy z biletu i to jest cała nasza odprawa.  Po zaparkowaniu na promie idziemy razem z psem do miejsc wyznaczonych. Pies może pozostać w samochodzie na czas podróży, jednak w tym czasie  my nie możemy zejść do niego, więc lepiej go zabrać na pokład.

Sama podróż dla Zakiego w stronę Bornholmu odbyła się leniwie przespana pod fotelem.  Morze było spokojne i nikt z nas nie odczuł choroby morskiej.

NOCLEG

My mieliśmy wynajęty domek z Novasol w rejonie plaży Dueodde. Miejsce super umiejscowione w lesie, ciche i blisko plaży.  Las mnie zauroczył dywanem z mchu, wyglądał jak bajkowy co ktoś podkreślił postawieniem malutkiego krasnala pod drzewem 😉

Trafiliśmy powiedzmy dość fajnie z jednym minusem, ale  bogatsi o to doświadczenie, pewnie następnym razem uda się znaleźć jeszcze coś fajniejszego.  Czytając opinie w internecie należy szukać domków powyżej 4 gwiazdek.

POGODA

Nastawieni byliśmy na deszcz i niską temperaturę, a jednak Bornholm zaskoczył nas miło. Pogoda zmieniała się jak w górach, trochę deszczu, trochę słońca. Pomimo 17 stopni było ciepło. Nasze kalosze się nie przydały, ale kurtki przeciwdeszczowe i przede wszystkim PRZECIWWIATROWE!!!! bo wiało tu, oj wiało plus parasole już tak. Dzięki temu pomimo pochmurnego dnia można było się wpasować w okna pogodowe i zwiedzać wyspę do woli.

PSY, PSY i jeszcze raz PSY

Przed wyjazdem czytałam informacje odnośnie psów i wszędzie było napisane, że jest to kraj przyjazny naszym zwierzakom. Czy tak było ? Cóż, z psem można prawie wszędzie wejść bez problemu, można chodzić po całym wybrzeżu. Do końca września psy muszą być na plaży na smyczy, później można je puszczać luzem. Niestety jeśli chodzi o knajpki już tak fajnie nie jest. Nie każde miejsce zgadza się na wejście z psem, nawet jeśli mają duże sale i ludzi praktycznie nie ma.   Nam udało się wejść do Rogeri w Svaneken i do bardzo fajnej vegetariańskiej  knajpki, którą byliśmy zachwyceni w Ronne. Reszty po kilku odmowach nawet już nie sprawdzaliśmy.  Także jak planujecie wyjazd jesienią, gdy jest już zimno i nie ma możliwości skorzystania z ogródków raczej nastawcie się na poszukiwanie lokali do których można wejść z psiakiem.

Poza tym ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni na psy, choć nie zaczepiają jak w Polsce, czy w Chorwacji. Dla mnie Duńczycy tych których spotkaliśmy na Bornholmie, są bardzo zdystansowani, ciężko to określić bo jest to taki kulturalny i zachowawczy dystans. W jednym miejscu np Dunka nas przeprosiła i spytała czy może się zapytać o rasę psa, bo jest taki piękny.  Wyglądało to tak jakby nie chciała przeszkadzać i zakłócać naszego czasu.  Dzieci duńskie (wycieczki) zawsze pytały czy mogą pogłaskać psa, a i tak zdarzało się się to sporadycznie. Zazwyczaj zachwycali się z odległości.

Na samym Bornholmie jest bardzo dużo turystów z Niemiec i ma się wrażenie, że cała wyspa jest na nich nastawiona. Opisu szlaków, miejsc turystycznych, czy manu w restauracjach i knajpkach w 99% jest po duńsku i niemiecku, choć całkowicie bez problemu porozumiecie się ze wszystkimi po angielsku.

JEDZENIE

Do wyboru macie restauracje, Rogerie (wędzarnie), kioski z kanapkami i inne miejsca plus lodziarnie wszelkiego rodzaju. Przed wizytą sprawdzajcie godziny otwarcia, bo zazwyczaj działają od 12.00 😉

Kawa jak dla nas była taka sobie, głównie z ekspresów przelewowych, a jak już jest z ciśnieniowego to szału nie ma – chyba nie nasze smaki jeśli chodzi o gatunek, była zbyt ziemista 😉 ok 25 koron 15 zł. Dobrą piliśmy w  SVANEKEN Is (lodziarnia) w Svaneken.

Bornholm lodami stoi. Podobno najlepsze są Sandvig Is Kalas – nie jedliśmy, bo nie dotarliśmy tam. Ceny tych co smakowaliśmy to 25-28 koron (17zł) dla jednej osoby – spory świderek.

Rogerie, czyli wędzarnie –  z psem można wejść do SVANEKE Rogeri w Svaneke gdzie serwują wszelkiego rodzaju ryby i klopsy na zimno i ciepło – trzeba się upomnieć o ciepłe czasem 😉  cenowo od 135 do 300 koron za dwie osoby lub więcej w zależności jak dużo jecie 😉  85 – 186zł  .

W Alinge Rogerii znajduje się na szczycie trzeba iść w kierunku dużego parkingu i za nim w głębi na skraju brzegu z fajnym widokiem na morze – obsługa miła, jedliśmy tam mufiny z kawą (100 koron – 62 zł)

Kanapki – super, super idealny duży posiłek pomiędzy śniadaniem a obiadem . Norresan Gudhjem w Gudhejm – fajne ciastka, w miarę znośna kawa – klimatyczne miejsca nad brzegiem morza, gdzie wiatr głowę urywa 😉 ; Hammerhavns Kiosk – kanapki rewelacja !!! dwie 135 koron 85 zł, a miejsce takie, że wiatr wyrywa z ziemi i unosi do góry 😉 No i nasze miejsce za 10 pkt vegetariańska CAFE MOMO w Ronne klimatyczna mała knajpka z doskonałymi sandwiczami i zupą można z psem wchodzić. Za dwa talerze tych kwiatków z kawą i herbatą zapłaciliśmy 270 koron 170 zł, dla nas była to porcja już obiadowa.

ZWIEDZANIE

My akurat nie należymy do tych co chodzą turystycznymi szlakami, przynajmniej staramy się ich unikać. Nogi zawsze nas niosą do uliczek poza centrum, gdzie widać zwykłe ludzkie życie dania codziennego.  Na Bornholmie traficie i na jedno, i na drugie. Cudowne małe uliczki z kolorowymi zadbanymi domkami, choć jak dla mnie było ich zbyt mało. Duży plus, bo w porównaniu do naszych miejscowości nadmorskich i na szczęście na Bornholmie w butikach jest minimalna ilość chińszczyzny. Raczej Bornholm stawia na miejscowe wyroby typu ceramika, szkło, odzież z lnu.

Parkingów dużo i dobrze oznaczone, 2 godziny parkowania za darmo. W informacji turystycznej dostaniecie zegar do przyklejenia na szybę i po zaparkowaniu zaznaczacie wskazówką o której godzinie przyjechaliście – do tej godziny dolicza się dodatkowe 15 min. Można poszukać darmowych parkingów oddalonych odrobinę od centrum, co niczemu nie przeszkadza, bo dzięki temu fundujemy sobie przyjemny spacer.

Osławiona plaża Dueodde poniżej

Cóż kolory wrzosu piękne, dużo km do spacerowania, wylegiwania się, kąpania czy opalania. Gdzieś pośrodku jest długi pomost z desek, który prowadzi do SteakHouse jeśli ktoś zgłodnieje – my go omijaliśmy, bo nie przekonał nas „amerykański” wystrój zewnętrzny i unoszący się dookoła zapach frytury.  No i to co nas zaskoczyło, może to taka pora roku i dlatego tak było. Na brzegu wody cała masa gnijących glonów wyrzucanych przez morze (to to czarne na zdjęciu), co powodowało okropny fetor gnojówki 😉 O tym nikt nie pisze nigdzie.

Długie molo w Arnager – tam to dosłownie głowę urywa – schowane po lewej 😉

Ruiny Zamku Hammershus – za parking trzeba zapłacić 30 koron w automacie, dalej idzie się pieszo – zwiedzanie nic nie kosztuje i można z psem. My ominęliśmy to miejsce, bo pomimo września były tam tłumy, no i wolimy inne atrakcje 😉  Z zamku można przejść pieszo do kamieniołomu i trochę się tam pokręcić – też są tam tłumy 😉 a z kamieniołomu dalej idąc prosto dojdziemy do wyżej wymienionego KIOSKU z kanapkami by zaspokoić po takiej wędrówce głód.

Poza tym jest tu cała masa tras rowerowych i pieszych, każdy znajdzie dla siebie odpowiednie miejsca.

 

 

POWRÓT

Wracamy tak samo jak przyjechaliśmy, czyli promem z Ronne do Sassnitz w Niemczech. Po oddaniu kluczy w Novasolu udaliśmy się na prom i tu pierwsze przerażenie, że nie zdążymy choć mamy jeszcze 30 min. Widzimy prom, widzimy samochody wjeżdżające, a my nie możemy drogi dojazdowej znaleźć. Jest troszkę słabo oznaczona, brakuje jednego więcej drogowskazu SASSNITZ, ale daliśmy radę. Wjeżdżamy jako przedostatni samochód 😉  Tym razem inny przewoźnik, trochę starszy skrzypiący statek, mniej miejsca dla psów, ale lokujemy się na dużym placu pomiędzy schodami, a windą.

Niestety tym razem wiało i to mocno wiało. Ponieważ ja mam chorobę morską źle zniosłam trasę, sztywno siedząc na kanapie z zamkniętymi oczami, bo każde spojrzenie kończyło się zawrotami.  Wojtek trochę lepiej. Zaki pomimo, że nie ma choroby morskiej to tym razem miał dwa razy odruchy wymiotne, na szczęście nie wymiotował. Ludzie poruszali się po pokładzie jak pijani, na śmietnikach bujały się klapy, a drzwi od windy otwierały czasem, a fale waliły w statek jakby zderzyła się z betonem. Po 3 godzina wymęczeni z rozkołatanymi bębenkami w uszach z ulgą opuszczamy prom.

PODSUMOWANIE

Cały tygodniowy pobyt miło spędziliśmy, pogoda nam dopisała, przyjemnie się chodziło i gapiło 😉 Cenowo koszmaru nie było, a naczytaliśmy się że potwornie drogo. Jakoś drożej niż na innych wakacjach nie było,ale może to kwestia gdzie zakładamy się stołować, jak dużo jemy i do czego w Polsce porównujemy. Obiad zaledwie trzy razy sami sobie gotowaliśmy, choć byliśmy nastawieni na więcej. Resztę posiłków jedliśmy w ichniejszych rogeriach lub kioskach itp.

Czy bym wróciła – ja osobiście NIE. Dwie wizyty z przerwą 20 letnią mi wystarczą. Tydzień na Bornholmie jest wystarczający.

Może następnym razem jeszcze pojedziemy,ale tym razem na ląd i powałęsamy się po uliczkach innych duńskich miast.

 

09.2019 (0,62 zł – 1 korona)